poniedziałek, 1 kwietnia 2013

39. Let's get lost tonight. . . *

edit: Doris



 
  Oglądając ostatnio z Veronicą jeden z domów jaki mi się spodobał i słysząc, że jest całkiem fajny oraz przestronny, nie zastanawiając się długo, postanowiłem go kupić. Mimo wszystko lata mieszkania z Jaredem przyzwyczaiły mnie do mieszkania na dużej przestrzeni. Teraz kiedy się od niego wyprowadziłem, mieszkanie, które kupiłem dawno temu, wydawało mi się kompletnie zbędnym wydatkiem. Kosztowało naprawdę sporo, ponieważ leżało praktycznie w centrum L.A., a było nieużyteczne bo nie czułem się w nim swobodnie. Poza tym nigdy go nie urządziłem, więc perspektywa sprzedania go była kusząca. Dom dawał większy luksus wygody i był praktyczniejszą inwestycją w przyszłość, którą zamierzałem budować na pewno kiedyś. Załatwiając sprawy związane z kupnem poprosiłem o pomoc Tomo, który zgodził się mi towarzyszyć. Był zaskoczony, że zdecydowałem się na taki krok, ale w ostateczności uznał, że to dobre posunięcie.

Wróciliśmy dość późno, spałem więc następnego dnia do popołudnia. Kiedy  w końcu się obudziłem było po trzeciej. Dla orzeźwienia wziąłem prysznic. Zakładając na siebie spodnie usłyszałem dzwonek do drzwi i nie musiałem otwierać by wiedzieć, kto mnie odwiedza. Nie śpiesząc się, wyjąłem jeszcze z szafy T-shirt i dopiero zakładając go, poszedłem otworzyć.
- Może powinienem sprawić ci klucze – zwracam się do Veroniki.
- Wystarczy, że szybciej będziesz ruszał ten krągły tyłeczek.
- Uważasz, że jest krąglutki? – droczę się z nią.
Zamknąłem za kobietą drzwi, wpuszczając brunetkę do środka i odbierając od niej kurtkę, powiesiłem ją na prowizorycznym wieszaku. Brunetka posłała mi  uśmiech, po czym ruszyła do salonu. Za punkt honoru wzięła sobie chyba dotrzymywanie mi towarzystwa. Choć nie mówiła tego głośno, wiedziałem, że troszczy się o mnie po fatalnym rozstaniu z Elizabeth.
- Jak sprawy zawodowe? Chcesz kawy? - zwracając się do niej, wystawiłem głowę. Dziewczyna pokiwała, po czym zaczęła mi opowiadać, co dziś robiła.
-… no i umówił mnie na rozmowę z Christopherem Waltzem, tym Waltzem, i wysłaliśmy scenariusz, ale wiesz jak będzie to wyglądać. To już przesądzone, że on zagra te postać, więc… głupio mi przepytywać tak doświadczonego aktora, ale Emerson uważa, że jak stwierdzę, że nie nadaje się do tej roli, to pozwoli mi wybrać dowolnego aktora z castingu.
- Acha - jedynie tyle, wycedziłem z siebie.
Nie byłem bowiem w temacie, a świat filmu nie był moją bajką. Nie wiedziałem, więc czy to dobrze czy źle. Veronica się zaśmiała.
- Ten cały Christopher to pewnie ważny?
- Tak jakby gwiazda, Shanny.
Posyłając mi uśmiech, odebrała ode mnie kawę i usiadła na kanapie. Dołączając do niej włączyłem telewizor i nagle przypomniało mi się, że nic nie jadłem.
- Chińszczyzna? -€“ wyciągając z kieszeni swój telefon, zwróciłem się do dziewczyny, a ona w odpowiedzi kiwnęła głową. W czasie gdy rozmawiałem i składałem zamówienie, Nicky wzięła ode mnie pilot i szukała czegoś ciekawego. Kiedy skończyłem, od razu się do mnie odezwała, tonem nie kryjącym lekkiej złości i oburzenia, które udawała bo widziałem jak powstrzymuje uśmiech:
- A więc kupiłeś dom Shannonie?
- Miałem ci powiedzieć. Skąd wiesz? – pytam ją.
- Jared raczył mi coś napomknąć. - Krzyżując na moment spojrzenia, zauważyłem jak ten fakt po niej spłynął. Kto jak kto, ale brunetka potrafiła radzić sobie z humorami mojego brata. - Ten, który mi pokazywałeś?
Pokiwałem głową, uśmiechając się do niej.
- Dobry wybór. To mieszkanie jest przytłaczające.
Następnie rozmawiając o moim zakupie, czekaliśmy na jedzenie. Czas spędzany z brunetką, mijał mi naprawdę szybko i jedyne czego żałowałem to, tego, że z Jaredem byliśmy w konflikcie. Może nawet chciałem to naprawić, ale jemu się nie śpieszyło.
Oglądając powtórkę House’a z sezonu trzeciego, wymieniając się uwagami i wcinając chińszczyznę, spędziliśmy świetne dwie godziny. Choć nie oglądałem seriali, z wyjątkiem emitowanej przez HBO „ Czystej Krwi” ( swoja drogą jednym serial, w którym akcja toczyła się wokół seksu) to Veronica przychodzą do mnie, powoli przekonała mnie do ekscentrycznego doktorka  - narkomana.
-… dlaczego? Bo jego bezczelna pewność siebie, dociekliwość i natura obserwatora, czynią go takim ignoranckim dupkiem, którego przez te wszystkie skrajności właśnie się lubi, ale musisz obejrzeć całą serie… - tłumaczy mi.
- Całą to znaczy ile?
- Osiem sezonów.
Wykonując teatralny face palm, udałem zdziwienie, a kobieta się zaśmiała. W gruncie rzeczy chciałem ją rozbawić, dlatego się z nią przekomarzałem. W tej samej chwili dał się słyszeć dzwonek do drzwi. Wymieniając ze sobą zdziwione spojrzenia, nie przypominałem sobie bym kogoś zapraszał, ale…
- To nie ja. -€“ Polka uniosła ręce w geście pokoju, jakby czytając mi w myślach.
Otwierając po chwili drzwi, lekko się zdziwiłem widząc w nich Jareda z miną oburzonego dziecka i przez moment mnie korciło by zatrzasnąć mu je przed nosem, ale coś w środku mi na to nie pozwoliło. Braterski impuls? Pff, dobre sobie.
- Co ty sobie myślisz, co? - zaczął i jednocześnie obracając się, skierował na mnie swój palec  - Nie potrafisz trzymać rąk przy sobie?
Ujmując w dwa palce jego wskazujący palec, powoli go od siebie odsunąłem, na bezpieczną odległość. Oburzył się, i dopiero wtedy się odezwałem:
- O, co ci znów chodzi?
- Mi? O, co biega tobie Shannon? -€“ starając się zachować spokój, wyciągnął swoje pieprzone BlackBerry i pokazał mi jakieś zdjęcia. Wtedy dostrzegłem, że były to… moje fotki z Veronicą, które musiał zrobić nam ktoś w San Francisco. Staliśmy na parkingu i rzeczywiście ją obejmowałem, ale kompletnie tego nie pamiętałem. Bo byłeś upity, przypomniało mi coś w głowie. Fakt.
- Tak jesteś jej przyjacielem?! Tak ją obejmując? Powiedz coś! Własnemu bratu robisz, coś takiego? Myślałem, że chociaż to dla ciebie coś znaczy, ale chyba znów się pomyliłem.
Pod ostrzałem oskarżeń brata nagle nie mogłem się odezwać. Stał przede mną i choć próbował być wkurzony, to dostrzegłem, że to przykrywka bo tak naprawdę on… bał się, że ja straci? Nagle to do mnie doszło. Obracając wzrok na bok, zauważyłem jak Veronica stoi na korytarzu i przygląda nam się zdezorientowana, zaskoczona tak samo jak ja.
- To nie tak, jak ci się wydaje. Zazdrość przez ciebie przemawia.
- Wcale! Tylko nie wiem dlaczego mi to robisz, a może… ty się mścisz na mnie za przeszłość, co? To miało by sens… Wiesz, że Veronica lubi cię bardziej niż kogokolwiek, że troszczy się o ciebie… Chcesz mi zrobić to samo? Mówiłeś, że zapomniałeś, ale widocznie kłamałeś.
- O czym ty teraz pieprzysz?! – zwracam się do niego, już lekko podirytowany jego domysłami.
- To ma być zemsta za nią? Za to, że... że nie powstrzymałem jej, dlatego to robisz? Bo w głębi duszy nie pogodziłeś się nigdy ze stratą Mary i zawsze obwiniałeś mnie za to, co sobie zrobiła. Po co, więc kłamałeś, że to minęło, co?!Po co zgodziłeś się na tą pieprzoną piosenkę! No po co! - popychając mnie do tyłu, Jared był zły i naprawdę zirytowany, a mnie zamurowało.
Pierwszy raz od nie wiem ilu lat, Jared wspomniał o tym głośno, a mnie faktycznie sparaliżowało. Coś zakuło mnie w środku na wspomnienie rudowłosej dziewczyny, która kiedyś była mi… Nie, nie mogłem o tym myśleć. Mierząc się z Jay’em palącym spojrzenie, wpatrywaliśmy się tępo w siebie. Nie mogłem się odezwać, choć miałem ochotę krzyczeć. Jego słowa mnie zabolały. Zapomniałem. Wybaczyłem. Taka była prawda.
Nagle podbiegła do nas Veronica i stanęła pomiędzy nami, oczekując jakiś wyjaśnień, a ja się zebrałem:
- Bo naprawdę zapomniałem i pogodziłem się z tym, Jared i nigdy więcej nie zarzucaj mi, że jest inaczej – w końcu się odzywam.
Przyglądając się jak młodszemu bratu robi się głupio i rzeczywiście, coś do niego dociera, spojrzałem na Veronicę. Chciałem odejść, ale trzymała mnie ze rękę.
- Nie wiem, o czym mówicie, ale chcę mieć przyjaciela i chłopaka. -€“ Spojrzała na nas obydwóch.
- A jak mam to rozumieć? - Jared otrząsnął się i pokazał jej zdjęcia. Obserwując dziewczynę, widziałem jak patrzy na Jareda z wyrzutem, że jej nie wierzy.
- Myśl sobie, co chcesz. Przecież mnie kochasz, więc dlaczego mi nie ufasz? Jak mamy budować razem cokolwiek? Bez zaufania się nie da.
Wyrywając dłoń z jej uścisku, mój brat się obruszył, choć wydawało mi się przez moment, że dotarło do niego, że nic nas nie łączy.
- Porozmawiamy w domu. - Rzucił do dziewczyny po czym się wycofał i trzasnął drzwiami, obdarzając mnie obojętnym spojrzeniem.
- O parę zdjęć się tak wkurzył? – zwraca się do mnie, nie rozumiejąc złości Jareda.
- To Jared, jego nie ogarniesz. - Odpowiadam, przekręcając zamek w drzwiach. - Do jutra mu minie, znam go.
- Wydawało mi się, że ufamy sobie. - Niko zwróciła się do mnie, bez żadnego kontekstu. Zmartwiła się.
- Ufa ci - ujmując jej rękę, zmusiłem ją by na mnie popatrzyła - ale zazdrość mu to przysłania. Powinnaś iść za nim Nicky.
Dziewczyna przyjrzała mi się z zaskoczeniem i jednocześnie zrozumieniem, wiedziała, co mam na myśli. Jednakże po chwili wyraz jej twarzy zmienił się na bardziej stanowczy:
- Właśnie, że nie. Nie. Kto jest starszy i powinien być mądrzejszy, hm? To on doszukuje się we wszystkim zgrzytów. Niby ufa, ale nie do końca. W dodatku posądza nas o… romans! Ha. Ciebie i mnie? Za wiele tego, Shanny. Niech to lepiej przemyśli. Mogę tu zostać na noc?
Zatrzymując się w miejscu, uniosłem jedną brew do góry. Postawa brunetki zaskoczyła mnie. Kiedy się irytowała była zabawna, więc mimowolnie, lekko się uśmiechnąłem. Pokiwałem głową, a ona jeszcze dodała:
- Mam ochotę na piwo.
- W lodówce - odpowiedziałem zanim zdążyła zadać kolejne pytanie.

***

Siedząc na kanapie i przerzucając kanały w TV, czekałem na powrót Veroniki od Shannona. Wizyta u brata kompletnie mnie rozstroiła i sprawiła, że straciłem ochotę na cokolwiek. Nigdy nie oglądałem zbytnio telewizji, nawet teraz, choć postać z TV coś do mnie mówiła, wcale jej nie słuchałem.  Musieliśmy wszystko sobie wyjaśnić, nie było innej opcji. Po czasie jednak i czekanie mnie znudziło, a nie miałem zamiaru odzywać się pierwszy by usłyszeć, że ją kontroluję.  Nie, miałem na tyle cierpliwości by wytrwać. Przynajmniej chciałem w to wierzyć. Wyłączając MTV, postanowiłem się czymś zająć. Idąc do kuchni, zrobiłem sobie kolację choć ledwie mogłem ją przełknąć. Następnie wziąłem prysznic i susząc mokre jeszcze włosy ręcznikiem usiadłem na łóżku. Sprawdziłem BlackBerry, ale nie było tam żadnej wiadomości. Dochodziła 22, a tej małej złośnicy wciąż nie było i zaczynałem powoli wątpić by wróciła. Nie, nie może mi tego zrobić. Wróci, już raz wróciła, poczekam. Włączyłem odtwarzacz, z którego poleciało Dazed and Confused, Led Zeppelin i położyłem się na łóżku, stukając dłonią w rytm perkusji Johna. Nie wiem ile tak leżałem zanim zmógł mnie sen.
Gdy się przebudziłem, wciąż byłem sam. Mój telefon wskazywał pierwszą trzydzieści, a pokój wypełniało A Stairway to Heaven. Siadając na łóżku i opierając łokcie na kolanach przez chwilę wsłuchiwałem się w płynący głos Planta i czułem jak wszystkie emocje powoli we mnie wzbierają. Irytacja i złość. Pożądanie i miłość. Zazdrość i bezsilność. Dlaczego nie wróciła? Dlaczego tak ze mną pogrywała? I co ona ze mną robiła?! Przez nią stawałem się obsesyjnie zazdrosny. Odbierała mi jasność umysłu. Kiedy nie było jej przy mnie denerwowałem się. A kiedy w dodatku była  z Shannonem, wszystko we mnie wrzało, szczególnie po tym, co dziś usłyszałem: "Myśl sobie, co chcesz. Przecież mnie kochasz, więc dlaczego mi nie ufasz? Jak mamy budować razem cokolwiek?!" Nie. Nagle coś we mnie pękło. Nie wiem czy było to spowodowane całą tą chorą sytuacją, czy po prostu brakiem naszej bliskości, ale musiałem mieć ją w tej chwili. Tutaj. Była ze mną. Należała do mnie. I w tej samej chwili mnie oświeciło. Czy ona właśnie do tego dążyła? Bym udowodnił jej ile dla mnie znaczy, bym ją zaskoczył? Bym był zaborczy? Bart w mojej głowie zatarł ręce, chciał tego samego co ja. Zrywając się z łóżka, podszedłem do garderoby i wyciągając z niej T-shirt, założyłem go, po czym wygrzebałem jeszcze czarną, dresową bluzę z kapturem. Zakładając stopki i adidasy po kilku minutach byłem gotowy do wyjścia. Chwytając swój telefon oraz płaszcz, wyszedłem z domu.
Mimo, że dochodziła druga w nocy to Los Angeles wciąż żyło. Ruch na ulicy był prawie taki jak po godzinach szczytu. Stojąc na kilku światłach, układałem w głowie swój nieco szalony plan. Najbardziej jednak obawiałem się reakcji dziewczyny, której mogłoby się nie spodobać to, co miałem zamiar zrobić w tej chwili, nie mówiąc już o Shannonie. Ale on akurat nie miał nic do powiedzenia w tej sprawie.
Zatrzymując się pod apartamentowcem brata, miałem jasny cel. Iść na górę i zabrać to, co swoje bez względu, czy to się komuś spodobał, czy nie. Za długo pozwalaliśmy im na te cyrki, teraz zobaczą kto tu ma ostatnie słowo, zaśmiał się szyderczo Bart, a ja wsiadłem do windy. Podchodząc pod drzwi mieszkania Shannona już miałem zadzwonić, gdy nagle coś mi się przypomniało. Wsadzając rękę do kieszeni płaszcza, wyjąłem z niej klucz. No tak, byliśmy tu już dziś. Zamykając za sobą drzwi, zapaliłem światło i idąc do pierwszej sypialni, zacząłem szukać swojej zguby. Sprawdzając po kolei wszystkie pomieszczenia, nagle zatrzymałem się w progu jak wryty.
- Co. Ty. Tu. Robisz? - Shannon wyrósł niespodziewanie naprzeciwko mnie, z rękoma w kieszeni i z trudem zamykając ziewającą buzie.
Był do połowy nagi. O dziwno jego głos i mimika twarzy nie zdradzały złości, ale zdziwienie. Naprawdę go zaskoczyłem.- Kurwa mać… Włamałeś się tu??!
- A jak myślisz? Mam klucze jakbyś zapomniał - odpowiedziałem zamykając za sobą drzwi i na powrót stając oko w oko z brunetem.
- Co nie zmienia faktu, że się włamałeś, bo nie przypominam sobie żebym cię zapraszał… Wiesz która jest godzina! Co ty do cholery robisz w moim mieszkaniu o tej porze? - Shannon wyraźnie się przebudził i wyglądał na lekko podirytowanego. Jego wzrok żądał odpowiedzi, ale ja nie miałem ochoty na tłumaczenie się.
- Nie chcę się z tobą kłócić więc zjeźdź mi z drogi, Shannon. Przyszedłem po Veronicę. Gdzie ona jest?
- Uderzyłeś się w głowę? Jest druga w nocy! - Shannon głośno parsknął histerycznym śmiechem i postukał się teatralnie palcem w czoło. Ja jednak stałem opanowany i przyglądałem mu się ze stanowczością. Po chwili perkusista wskazał dłonią drzwi z mojej prawej.
- Ona śpi, nie wróciła, bo przegiąłeś. Zamierzasz wyciągnąć ją teraz w środku nocy, bo taki masz kaprys? Chcę to zobaczyć…
- A tobie oczywiście było na rękę, że tu zostaje. Wiem co chodzi Ci po głowie, ale nie myśl, że to kiedykolwiek nastąpi, bo nie poz… nie odejdzie. Jest ze mną.. jest moja - rzuciłem zdeterminowany do brata, który wyraźnie chciał mnie zdenerwować.
Na samą myśl, że mogę stracić brunetkę, wzdrygałem się. Nie. Cofając się do tyłu nacisnąłem klamkę do pokoju, w którym spała dziewczyna.

***

Krążyłam w otchłaniach mojego umysłu, gdy nagle jakieś silne dłonie złapały mnie za ramiona i lekko potrząsnęły, wyrywając ze snu. Wzdrygając się leniwie i ze strachem otworzyłam oczy, czego zaraz pożałowałam bowiem  światło żarówki, brutalnie mnie oślepiło. Otwierając na powrót zmrużone oczy, dostrzegłam niebieskie tęczówki tuż nad sobą. Jared. Momentalnie się uśmiechnęłam, ale przyglądając się jego zniecierpliwionej i nikle wesołej twarzy doszło do mnie, że coś jest bardzo nie tak, że przecież powinien być teraz w domu, że ja postanowiłam zostać u Shannona po scenie Jareda… i że to był duży błąd? Czy on… jest na mnie zły? Wciąż zszokowana nie była w stanie się odezwać.
- Przyjechałem po ciebie, wracamy razem do domu, skarbie - rzucił mi Jared składając na ustach szybki i gorący pocałunek, po czym wyprostował się i jednym ruchem ściągnął ze mnie kołdrę.
Podnosząc się na łokciach do pozycji siedzącej, szybko podkuliłam gołe nogi. Miałam na sobie jedynie majtki i koszulkę. Moje zdziwienie wskoczyło na kolejny stopień. Unosząc do góry brwi posłałam spojrzenie Jaredowi, który wrócił do mnie z moim dżinsami w dłoni.
- Ubieraj się - zwrócił się do mnie tonem nie znoszącym sprzeciwu i rzucił mi spodnie, sam wpatrując się zatwardziale w coś przed siebie. Idąc za jego spojrzeniem powoli odwróciłam głowę gdzie… oparty o futrynę drzwi stał Shannon, z rękoma włożonymi w kieszenie szarych dresów, seksownie zawieszonych na jego opalonych biodrach. Natrafiając na lekko rozbawiony wzrok perkusisty z zaistniałej sytuacji, mimowolnie uniosłam brwi jeszcze wyżej. Mi wcale nie było do śmiechu. Co do jasnej cholery się tu dzieje!
- Ubieraj te spodnie - z tępego wpatrywanie się w Shannona wyrwał mnie chłodny głos Jareda, odzwierciedlający świetnie wyraz jego twarzy. Nie chcesz go teraz zdenerwować, szeptało coś w mojej głowie, przerażone tym zdeterminowanym mężczyzną. Nie chciałam, więc bez zwlekania zaczęłam wciągać swoje dżinsy, zsuwając się po chwili na brzeg łóżka. Gdy chciałam się podnieść, Jared błyskawicznie klęknął przy moich nogach i złapał moją stopę, wciągając na nią skarpetkę. Zdziwienie zaliczyło kolejny poziom, a wokalista podnosząc swój wzrok na mnie, posłał mi blady uśmiech skrywający… pożądanie? On jest podniecony. Kompletnie sparaliżowana swoim odkryciem, wewnętrznie się odprężyłam. Nie był na mnie aż tak zły… ale z drugiej strony Jared w tym stanie przerażał mnie jeszcze bardziej, bowiem nie miałam bladego pojęcia, co knuje.
- Jared... - spróbowałam się odezwać, ale nic więcej jak na złość nie chciało przejść przez gardło.
Mężczyzna nie odpowiedział, zabierając się za wkładanie mi trampek. Co ja w ogóle chcę mu powiedzieć?
Odwracając się za siebie, spojrzałam na Shannona. Przyglądając się tym czekoladowym tęczówką próbowałam znaleźć w nich jakieś wyjaśnienie. Zamiast tego wyłowiłam coś na wzór przyzwolenia Shannona, przykrytego lekkim półuśmiechem. A może mi się zdawało.
- Wystarczy jedno twoje słowo…- zwrócił się do mnie Shann, tym samym potwierdzając moje przeczucia.
Oboje milczeliśmy, lecz gdybym była w stanie się odezwać, krzyknęłabym. Nie… a jeśli to mi się śni? Tej opcji nie wzięłam pod uwagę, a przecież ta sytuacja była tak absurdalna! Nie wiem czy to przez letarg w jakim się jeszcze znajdowałam, po śnie z którego brutalnie mnie wyrwano, ale uszczypnęłam sobie skórę na ręce.
- Auć…
- Co ty robisz? - Jared skończył wiązanie mi butów i kładąc dłonie na moich udach, przyjrzał mi się z lekkim rozbawieniem, wciąż kucając.
- To nie jeee… st sen? -€“ odkaszlnęłam, obserwując jak uśmiech na jego twarzy się poszerza, a z gardła wydobywa się stłumiony śmiech. Co go tak bawiło? Wpuszczając na twarz zdezorientowanie, zauważyłam jak na powrót wraca ten zdeterminowany mężczyzna. Podnosząc się, wyciągnął nonszalancko w moją stronę dłoń. Bez zastanowienia ujęłam ją. Nie wiem co było w tym jego zachowaniu, ale w głębi duszy podobało mi się to. Pociągnął mnie za sobą, ale ja wciąż stałam jak wryta w miejscu. Powinnam jednak coś powiedzieć.
- I tak pójdziesz - rzucił do mnie Jay szarmancko, choć przebiegle się uśmiechając, po czym podszedł do mnie i chwytając w pasie, przerzucił sobie na ramię.
Już nie szarmancko.

W tej samej chwili mojemu wewnętrznemu ja opadła szczęka ze zdziwienia. I tak pójdziesz? Ha! Nie pozwalasz sobie zbytnio, co? Mijając Shannona w progu, zauważyłam jak szczerzy się kiwając głową.
- A jak nie będzie chciała się z Tobą przespać to też ją zmusisz? -€“ zwrócił się do Jareda z opanowaną złośliwością, a ten momentalnie się zatrzymał i choć nie widziałam jego twarzy, czułam, że oddech mu przyśpiesza.
Szybko odzyskałam zdolność myślenia. Stojąc twarzą w twarz z Shannonem postukałam się w głowę, pokazując mu, że jest kretynem, na co ten w odwecie wytknął mi język. Chciałam go strzelić w łeb, ale jakby to przewidział, zrobił krok w tył, wychodząc poza mój zasięg. Jared się nie odzywał i nie odwracał, po prostu stał, ale wyczuwałam, że się zbiera w sobie. Nie będzie kolejnej kłótni, o nie.
- Shannon, podaj mi torbę - odezwałam się szybko tym samym mając nadzieje na zapobiegnięcie spięcia. W tym samym czasie poczułam jak dłoń Jareda, namiętnie wbija się w mój pośladek, co mimowolnie wywołało na mojej twarzy uśmiech i rozluźnienie. Uff.
- Dzięki -  wycedziłam z uśmiechem do Shannona, odbierając moją torebkę, bowiem dłoń wokalisty wciąż pieściła mój tyłek. Kierując się do wyjścia na ramieniu Jareda, obserwowałam jak Shanny zostaje w progu.
Kiedy znaleźliśmy się w  windzie, brunet w końcu postawił mnie naprzeciwko siebie, posyłając mi lubieżny uśmiech zwycięzcy. Nie musieliśmy nic mówić. Byłam poniekąd zirytowana, ale to mieszało się ze słodką niepewnością. Wokalista przygryzając wargę, oparł się o ścianę windy nie przestając mnie obserwować. Po sekundzie zauważyłam jak wzrok mężczyzny wbity jest w moją klatkę. Nie musiałam opuszczać głowy by wiedzieć, co jest obiektem zainteresowania bruneta. W tym całym zamieszaniu ledwie zdążyłam założyć spodnie, nie mówiąc już o bluzie i kurtce, czy staniku, które zostały w mieszkaniu. W końcu wyrwał mnie ze snu. Stałam, więc w windzie, jedynie w cienkiej jedwabnej bluzce, która świetnie uwydatniała mój biust i sutki, które pod wpływem chłodnego nawiewu stwardniały i idealnie odznaczały się pod  prześwitującym materiałem. Odgarniając do tyłu potargane włosy, złapałam się za ramiona, kompletnie ignorując palący wręcz wzrok Leto. Było mi w końcu zimno. Patrząc na mnie z lekkim rozbawieniem, zdjął z siebie czarny płaszcz Burberry i łapiąc go za poduszki, odwrócił go do mnie:
- Zakładaj.
Posłusznie odwróciłam się do niego plecami i wsunęłam dłonie w rękawy ciepłego płaszcza. Hm, od razu lepiej. W tej samej chwili Jay gwałtownie przycisnął mnie to lustrzanej ściany znajdującej się przede mną i objął mocno w pasie, wtulając twarz w moją szyję. Zaciągając się moim zapachem, zmieszanym z jego Hugo Bossem głośno oddychał ani na chwilę nie dając mi luzu. W końcu podnosząc błękitne oczy i przytulając swój policzek do mojego, odezwał się do naszych odbić:
-  Ślicznie ci w tej bluzce, ale te… - wsuwając dłonie pod płaszcz, zacisnął je z całą mocą na moich piersiach, uśmiechając się przy tym przebiegle. Moje ciało przeszedł przyjemny dreszcz. - …widoki są zarezerwowane całkowicie dla mnie, zrozumiano? -€ostatnie słowo wypowiedział  ostro, tonem władczym i nie znoszącym jakiegokolwiek sprzeciwu, jednak z półuśmiechem na twarzy, który spowodował, że tylko cicho jęknęłam.
- Yhmn.
Powoli zapiął dwa guziki. Co on ze mną dziś robił?! W ciągu kilku godzin od naszego spotkania przeszedł zupełną przemianę. Co gorsza, to wszystko mi się podobało. Tak władczego Jareda jeszcze nie znałam. Po chwili drzwi windy się otworzyły a Jared uwolnił mnie spod ciężaru swojego ciała i łapiąc za rękę pociągnął za sobą do auta.
Kiedy już zapakował mnie do samochodu  i sam usiadł za kierownicą, poczułam jak zaczynam odzyskiwać zdolność mówienia. Napięcie związane z nagłym pojawieniem się Jareda w środku nocy schodziło, a zastępowała je rosnąca we mnie ekscytacja i podniecenie, wyczuwałam bowiem, co mogło chodzić Jay’owi po głowie. Kiedy wokalista przekręcił kluczyk w stacyjce, od razu włączyło się radio, dudniące tak głośno, że mimowolnie lekko się wzdrygnęłam na ten szok słuchowy. Oglądając się na Jareda, zauważyłam jak nikły uśmiech zdobi jego twarz, jednak głośna muzyka wcale mu nie przeszkadzała. Dopiero po sekundzie zorientowałam się , co za piosenka wypełnia nasze bębenki i po raz kolejny dziś, moje wewnętrzne ja zdziwiło się ironią losu, zaliczając kolejny poziom.
- ….Yeeeeah, your sex’s on fire, consumed with what’s to transpire…**
Wsłuchując w dźwięczny głos wokalisty Kings of Leon, szeroko się uśmiechnęłam. Utwór o gwałtownym pożądaniu i miłości, pasował teraz idealnie! Powinnaś jak dziewczyna z tej piosenki, zrobić mu dobrze w aucie, podpowiadał głos w mojej głowie, ale szybko odcięłam się od niego.
-… Hot as a fever, rattling bones I can just taste it , taste it!... If it’s not forever, If it’s just tonight ,Oh we’re still the greatest… the greatest… the greatest…** - ostatnie wersy dobiegły do mnie podwójnie i uświadamiając sobie, że śpiewa je Jared, natychmiast odwróciłam się od szyby i napotkałam płonące z miłości błękitne oczy -… Yeeeeeah, your sex’s on fire… - wyciągnął razem z wokalistą, świdrując mnie jednocześnie wzrokiem i perwersyjnie się uśmiechając, tak, że jego kły były całkowicie wyeksponowane. Chciałam go pocałować, jednak nim się zebrałam brunet wrócił do prowadzenia auta. No tak, uważaj na drogę.
- Nie wiedziałam, że znasz tę piosenkę - zaczęłam  po chwili, ściszając dobiegającą końca piosenkę i wbijając wzrok przed siebie, by jakimś cudem opanować podniecenie zmieszane z radością, a patrzenie na Jay’a w ogóle w tym nie pomagało. Na nic innego nie było mnie stać.
- Znam… i lubię - odpowiedział tajemniczo.
- A w twoich ustach… ma coś oznaczać… dla mnie?
Zerkając na Jareda z ukosa, zebrałam w sobie odwagę i postanowiłam wejść w tę grę, nawiązując do bardzo jednoznacznego tekstu utworu. Na moje słowa przez twarz wokalisty przemknął dobrze znany mi brudny uśmieszek i nie spoglądając na mnie, odpowiedział:
- A chciałabyś by był… zachętą?
- Ty mi to powiedz.
Odwracając szybko w moją stronę głowę, zauważyła jak w jego oczach tańczyły iskierki, a usta ma lekko rozwarte i oblizuje dolną wargę. Mierząc się przez chwile spojrzeniem, uśmiechaliśmy się do siebie jak napalone nastolatki. Miał mnie i wystarczyłoby jeden jego gest bym zrobiła dla niego wszystko. Zamiast tego, Jay ponownie wrócił do uważnego prowadzenia i kompletnie zmienił temat:
- Wiesz, jak bardzo nie lubię kiedy między nami są nieporozumienia i kiedy nie chcesz ze mną rozmawiać, karząc mnie w taki sposób? - ton głosu bruneta był zaskakująco opanowany i poważny. Robiąc pauzę, posłał mi szybkie spojrzenie, a ja jedynie przytaknęłam.
Bardzo dobrze zdawałam sobie z tego sprawę. Po sekundzie kontynuował dalej
- Jestem na siebie wściekły, że jestem taki zazdrosny, ale to coś z czym ciężko mi walczyć… Nie jestem idealny jak myślą wszyscy, mam swoje wady zdaję sobie z tego świetnie sprawę, ale chcę… nie chcę stracić ciebie, rozumiesz? -€znów pokiwałam głową, słuchając z uwagą każdego słowa.
- Przemyślałem to, co powiedział mi Shannon i …chcę wierzyć, że on jest twoim przyjacielem i tak cię traktuję, choć wiem dobrze co znaczy tkwić w takim układzie… - Jared na chwilę urwał i jakby się zamyślił. Wrócił do mnie dopiero po momencie, zmieniając ton głosu na bardziej radosny:
- Dobra, koniec tego smęcenia.
- Czyli to znaczy, że… że przestaniesz być zazdrosny o Shannona i pozwolisz mi się z nim spotykać? - przekręcając się na siedzeniu, odwróciłam się do Jareda. Czyżby dotarło do niego, że ja już wybrałam z kim chcę być.
- Można to tak ująć… i wcale nie potrzebujesz mojego pozwolenia, bo robisz to świetnie bez niego. - Lubiłam sarkastycznego Jareda.
- Czyli… że nie jesteś… zły?
Unosząc jedną brew do góry, zrobił minę jakby nie wiedział o czym mówię. Zaśmiałam się.
- A kiedy dałem ci to odczuć?
- No… eeee… jak mnie porwałeś? -  nie wiedziałam dokładnie jak nazwać to, co zrobił wokalista dlatego się zająknęłam. Jay w odpowiedzi zaśmiał się. I to jak! Tak beztrosko i słodko, że poczułam przyjemny ucisk w brzuchu.
- Nie… no może troszkę, ale tam, to było zupełnie inne uczucie, skarbie. 
€“ Nagle samochód się zatrzymał, a Jared przekręcił kluczyk w stacyjce, wyjmując go. Byliśmy już pod domem. 
- Intensywniejsze i mocniejsze – dodaje.
- Och. -€wzdrygnęłam się, kiedy zbliżył swoją twarz do mojej, na tyle byśmy stykali się delikatnie nosami i mierząc mnie swoim zabójczym spojrzeniem, mocno pocałował. 
- Iiii… co zamierzasz? -“ wycedziłam, odrywając się od niego.
Ujmując moją twarz w swoje dłonie, ponownie się zaśmiał.
- Widzisz… bo to ciemna noc Louisa Vuittona, więc będziemy robić wszystko to, co lubi Jay*** Chodź mała.

***

In The Evening

Kiedy znaleźliśmy się już w domu Jared nie tracą czasu, wyrwał mi z ręki torebkę, którą rzucił na kuchenny blat, sam biorąc mnie za rękę i prowadząc do góry. W domu panowała ciemność, jedynie gdzieniegdzie przez szyby wkradało się blade światło z latarni oświetlających tutejszą okolicę. Szłam prawie na oślep, zdając się całkowicie na kroczącego przede mną Leto. Kiedy wciągnął mnie do swojej sypialni, oddalił się na moment, zapalając lampkę stojącą na komodzie i włączając odtwarzacz. Wracając do mnie, czule objął mnie w pasie, przyciągając do siebie z całej siły i wsuwając język w moje usta, zaczął całować powoli, ale namiętnie. Wplatając dłonie w jego włosy, odwzajemniłam pieszczotę. W tym samym czasie piosenka w odtwarzaczu się rozkręciła i mogła usłyszeć seksowny głos Roberta Planta.
- In the evening, when the day is done I’m looking for a woman, but the girl don’t come, so don’t let her, play you for a fool….****
I po raz kolejny dziś ogarnęła mnie myśl o zrządzeniu losu. Jared mnie potrzebował. Nim się zorientowałam Jay ściągnął ze mnie swój płaszcz, który leżał teraz u naszych stóp i stawiając kroki do przodu, zmuszał mnie co cofnięcia się. Kiedy napotkałam na łóżko i nie mogłam już się ruszyć, mężczyzna łapiąc mnie za ramiona popchnął mnie na nie, tak, że odbiłam się od niego i podskoczyłam. Uśmiechnęłam się do Jareda, a ten niemalże od razu dołącza do mnie, przysysając się gwałtownie do moich ust. Ale to była tylko zachęta, bowiem szybko się odsunął, a ja się lekko uniosłam i łapiąc moją bluzkę, bez oporu ściągnął mi ją przez głowę. Następnie ponownie mnie popchnął i pochylając się nade mną, posłał mi przebiegły uśmiech. Przykładając chłodne dłonie do moich piersi, mocno je ścisnął a następnie pochylając się, przejechał językiem wzdłuż mojego brzucha, przez klatkę i zatrzymał się na szyi, którą lekko przygryzł. Momentalnie przeszedł mnie przyjemny dreszcz i szeroko się uśmiechnęłam. Jared jednak szybko cofnął się w dół i rozpinając mi jeansy zaczął je z niecierpliwieniem ściągać. Gdy napotkał na opór trampek, szybko zrzucił ze mnie i je, wyrzucając daleko za siebie. Spoglądając na niego kiedy tak mnie nerwowo rozbierał, poczułam się zaskakująco władczo. Miałam nad nim władzę dzięki mojemu ciału, którego teraz obsesyjnie wręcz pragnął i mogłabym to wykorzystać, ale… ja też go pragnęłam, a tego nie umiałam sobie odmówić. W tym czasie Jay pozbył się swoich dresów i bluzy. Wracając do mojego boku zaczął na powrót pieścić moje piersi, najpierw masując je długimi palcami, a potem ssąc sutki w swoich ustach. Wykorzystałam to i złapałam go za koszulkę, pozbawiając go jej.
- Oh, oh I need your love, I need your love, oh I need your love, I just got to have…
Plant śpiewał to tak, że miałam ochotę śpiewać razem z nim. I need your love Jared.. On chyba też to zauważył, bowiem złożył na mojej klatce czuły pocałunek, a potem wsuwając palce w moje majtki szybko mnie ich pozbawił, chcąc przejść już do tego, na co tyle kazałam mu czekać, nagle coś mi się przypomniało. Będziesz błagał, by choćby mnie dotknąć. Kiedy Jay na powrót wylądował na moim ciele, już kompletnie nagi, tak, że świetnie czułam jego nabrzmiałą męskość, gotową do działania i zaczął mnie łapczywie całować, na chwilę wymknęłam się jego ustom. Drżąc z rozkoszy wycedziłam:
- Jaaay… poproś mnie.
Błękitne oczy w tej samej chwili mnie zmierzyły, nie kryjąc zdziwienia i dobrze wiedząc o czym mówię. Jednak ogień płonący w nich, sprawił, że niemalże się skurczyłam i od razu pożałowałam. Jared oblizując swoje usta zbliżył się do mnie na tyle blisko, że wyciągając swój język, przeciągnął nim po mojej górnej wardze,  a następnie zjeżdżając na dolną, zagryzł ją tak gwałtownie, że jęknęłam na skutek tak intensywnej pieszczoty. Nawet gryząc, nie sprawiał mi bólu, a wręcz doprowadzał do cholernej ekstazy. Następnie podnosząc powieki i uwalniając moją wargę z uścisku swoich zębów, przesunął swoją twarz tak, że patrzył mi centralnie w oczy. Bezczelnie i z dominacją. I w tym samym momencie poczułam go w sobie, wydając głośny jęk pożądania wprost do jego ust, znajdujących się może centymetr od moich. Zarzucając  moją prawą nogę na siebie, bezceremonialnie, chcą udowodnić mi kto tu rządzi, wbił się we mnie. Pogłębiając pchniecie, szczelnie mnie sobą wypełnił, sprawiając, że jęczałam z przyjemności, zaciskając mocno powieki, a paznokcie wbijając w jego plecy. Nie dbałam o to, czy sprawiałam mu teraz ból, chciałam by poczuł jak intensywnie na mnie działa. W tym samym momencie Jared zaczął swój taniec, wysuwając i wsuwając się we mnie, za każdym razem z większą siłą, jakby chciał dotrzeć jeszcze głębiej. Otwierając oczy napotkałam jego zdeterminowany, płonący wzrok. Och to on teraz rządzi. Ciężko oddychając, nie mogłam przestać wydawać z siebie jęków, co podniecało i działało na niego niczym płachta na byka. Uwielbiał patrzeć na zmieniający się wyraz mojej twarzy, kiedy słodkimi torturami swojego ciała, doprowadzał mnie do spełnienia i kiedy miał nade mną taką władzę. W momencie, gdy nie potrafiłam mu niczego odmówić, być zła, a nawet  mogłam prosić o więcej. Do tego dążył, bym błagała go, bo w głębi duszy każdy mężczyzna to lubił. To łechtało niemiłosiernie i tak wygórowane już, ich ego.
- Proszę… Jay…
Przesuwając drżące dłonie po plecach Jareda, czując jego imponujące rozmiary w sobie i zaciągając się jego zapachem, było mi idealnie. Przyśpieszając swoje ruchy, przymknął w końcu powieki. Idąc w jego ślady zrobiłam to samo, ocierając twarz o jego policzek. Och spełnienie nadchodziło. Jęcząc na zmianę, to słodko, to brutalnie moje imię, wplótł prawą dłoń w moje włosy i zacisnął ją mocno. Syknęłam z bólu odchylając mechanicznie głowę w tył by ulżyć naprężonym cebulkom włosów, ale to był wspaniały ból, który połączony z intensywnością ruchów wokalisty, sprawiał, że moje ciało robiło się wiotkie, a stróżki potu toczyły się po moim czole i szyi nieustannie. Jęcząc coraz głośniej i zaciskając zęby by nie rozpaść się na kawałki. Nieświadomie błagałam o więcej…
- Jaaa…aay proszę moo…cniej!
A Jared za każdym razem spełniał moją prośbę, próbując wypełnić mnie do końca. Zaciskając paznokcie na moim pośladku z siłą jakiej się nie spodziewałam, unosił mnie przy każdym ruchu wyżej i wyżej, choć moje biodra same wychodziły mu na spotkanie. W końcu zwiększając swoje tępo do szaleńczego wyścigu, zatraciliśmy się. Och, to już nie był seks, my się pieprzyliśmy, mocniej i bardziej niż kiedykolwiek. Zauważyłam jak zaciska twarz w grymasie, a dolna warga mu cudownie drży. Następnie schylając głowę na poduszkę przy moim uchu, jęczał:
- Ooooch Veronica!
- Jaaaare…
Głos wiądł mi w gardle, szczytowaliśmy oboje. Zimny pot oblewał mi rozgrzane ciało, wyginające się pod ciężarem mężczyzny w łuk. Wykonując ostatnie ruchy, poczułam jak Jay dochodzi we mnie. Boskie ciepło rozlało się po moim wnętrzu, ściskając mięśnie podbrzusza. Opierając czoło o jego bark, zacisnęłam zęby na jego obojczyku, wyjąc z rozkoszy jego imię, po czym złożyłam na nim czuły pocałunek i opadłam na poduszkę.
- Kurwa… to było wspaniałe Nicky - odezwał się Jared, wciąż z trudem oddychając. Obejmując leżące na mnie ciało mężczyzny, poczułam jak rozpadam się na miliony małych kawałków.
- Było, wiem…
Całując delikatnie kark bruneta, próbowałam ustabilizować zdyszany oddech. Po chwili poczułam jak on robi to samo, pieszcząc moją szyję. W tej chwili było mi zdecydowanie za dobrze. Czym sobie na to zasłużyłam? Śmiejąc się w myślach, dmuchnęłam na kark Jareda, kreśląc okręg, a ten momentalnie się skulił.
- Nieee..  nie rób mi… tak -€“ zaśmiał się. Wiedziałam, że to go łaskocze, ale nie przestawałam, bo lubiłam się z nim droczyć.
-€Niko, bo zrobię to jeszcze raz - zagroził mi. Próbował brzmieć groźnie, ale mu nie wychodziło.
- A od kiedy to seks… -“ odpowiedziałam, lekceważąc ostrzeżenia Jareda i nadal łaskocząc go swoim oddechem -… jest karą, co?
Podnosząc na mnie wzrok, posłał mi spojrzenie w stylu, że nie żartuje i obracając się na bok, wysunął się ze mnie. Miałam ochotę się zaśmiać, ale wstrzymałam się.
- Mówię poważnie.
 Obrzucając mnie kolejnym przebiegłym spojrzeniem, zsunął się z łóżka i poszedł do łazienki. O cholerka, odezwałam się głośno w myślach i zakryłam usta dłonią, bowiem oddalając się, zauważyłam jego blade plecy, pokryte intensywnymi, czerwonymi plamami i zadrapaniami. Mimowolnie w tej samej chwili złapałam się za swój pośladek, zastanawiając się jak on musi wyglądać. Jednak nie dane było mi go obejrzeć, gdyż do sypialni wrócił Jared. Stojąc przed łóżkiem tak jak stworzyła go Matka Natura wyglądał jak bóstwo. Hm, tyle, że bóstwo nie ma tatuażów, podrapanych pleców i wyciągniętych z kitka kosmyków włosów,  pomyślałam, leżąc na boku i z rozmarzeniem mu się przyglądając.
- Co to jest? - dopiero kiedy się odsunął zauważyłam, że położył jakąś buteleczkę na łóżku.
Podnosząc się ujęłam ją w dłonie. Olejek do ciała? Unosząc do góry brwi, uśmiechnęłam się, bo zapowiadało się kusząco. Kiedy Jared podszedł na powrót do łóżka, bo robił coś przy komodzie, niemalże  zamarłam w bezruchu, a on się po raz kolejny bezczelnie i uroczo uśmiechnął, pieszcząc w dłoni skórzany pasek od spodni. Bardzo gruby pasek.
- Co… to, to nie, nie Jay - wyjąkałam z obawą i histerycznym śmiechem, odzyskując po chwili głos.
Jeżeli miał mnie zamiar uderzyć TYM, to raczej po moim trupie. To wcale nie jest zabawne, wiem, że chcesz mnie nastraszyć, powtarzałam sobie w myślach. Zaśmiał się widząc jak cofam się na tył łóżka.
- Ale, co nie? Nie? Skarbie? - doskakując do mnie niespodziewanie, zaśmiał się cicho, a ja aż podskoczyłam.
Opierając się na dłoniach o łóżko, przyglądał mi się z wyraźnym rozbawieniem, a Plant śpiewał właśnie Achilles Last Stand. Kiedy się uśmiechał w ten sposób wyglądał na dwadzieścia parę lat i wciąż mnie cholernie pociągał.
- Co masz zamiar zrobić z… tym czymś? -€“ odezwałam się, wskazując na pasek napawający mnie obawami.
- Coś bardzo przyjemnego - wchodząc na łóżku, szybko usadowił się naprzeciwko mnie, oglądając dokładnie pasek  - Jak mogłaś pomyśleć, że chcę cię nim uderzyć? Nie potrafiłbym cię zranić, zaufaj mi.
Przyglądając się niebieskim tęczówką, wiedziałam, że nie kłamie. Dopiero teraz lekko się odprężyłam i jednocześnie zdziwiłam.
- Ale wciąż nie powiedziałeś mi, po co ci te rzeczy?
- Chce spróbować z tobą czegoś… nowego - posyłając mi rozbawione spojrzenie, nie mógł ukryć ekscytacji - Podobało ci się to jak się kochaliśmy przed chwilą?
Zmieniając ton na bardziej zwiadowczy, wprowadził mnie w lekkie zakłopotanie. Jęczałabym tak, gdyby mi się nie podobało? odezwałam się w myślach, wypuszczając powietrze.
- Nie nazwałabym tego kochaniem, ale…
- … podobało ci się?
- Tak.
- Więc to powinno ci się spodobać również. Chcę ci związać ręce.
Znów uniosłam brew. Posyłając mi nikły uśmiech, widziałam jak cały aż gotuje się by to zrobić. W sumie opcja zabawy ze związaniem, przywodziła mi na myśl Hurricane. Kiedyś marzyłam by coś takiego przeżyć, a teraz kiedy była okazja…
- Czy mi się wydaje czy teraz czekasz na moje pozwolenie? -€“ odpowiedziałam po chwili, z rozbawieniem i ironią w głosie. Dziś już raz pokazał jak liczy się z moim zdaniem, kiedy czegoś chce.
- W żadnym razie.
Zbliżając się do mnie z wielkim uśmiechem, złapał mnie za prawy nadgarstek i odchylił się po lewy. Kiedy już go miał, ja szybko wywinęłam dłonie i złapałam go za jego dłonie:
- Obiecasz, że będzie tak jak powiedziałeś?
Przyglądając mi się z tajemniczym wyrazem twarzy, wydawał się  wahać.
- Tak… a teraz chciałbym kontynuować.
- A proszę.
Wystawiając do niego obie dłonie, jak skazaniec czekający na zakucie w kajdanki, blado się uśmiechnęłam. Okręcając pasek na moich nadgarstkach, mocno go ścisnął.
- Boli?
- Nie.
Następnie zmieniając pozycję, przesunął się do ramy łóżka, ciągnąc moje ręce za sobą. Nim się obejrzałam, Jared unieruchomił mnie, wiążąc mi dłonie nad głową i wracając na poprzednią pozycję, złapał mnie za kostki i wyciągnął na łóżku bym leżała prosto.
- Czuję się jak jakaś seksualna niewolnica.
- Od dziś nią będziesz - zażartował wokalista posyłając mi uśmiech i chwytając do dłoni olejek, usadowił się na moich biodrach okrakiem.
Jakie szczęście, że bliżej mu było do szkieletu niż normalnego czterdziestolatka.
- Chcę by było ci przyjemnie, byś się odprężyła, dlatego najpierw cię wymasuję.
 Wylewając na moją klatkę piersiową trochę olejku, resztę odstawił na bok. Pochylając się nade mną, przyłożył dłonie do piersiach i rozprowadzając olejek, zaczął błądzić długimi, chłodnymi palcami po moim ciele, wprawiając mnie w przyjemne odprężenie. Rozluźniając ciało, całkowicie poddałam się jego dotykowi. Przejeżdżając wzdłuż mojej tali, w górę i dół, dokładnie wcierał owocowy olejek. Kiedy dotarł do brzucha, zaczął kreślić palcem wskazującym okręgi wokół mojego pępka.
- Kocham. Cię. Całą. - wycedził, składając jednocześnie trzy pocałunki w okolicy podbrzusza, a dłońmi masując kości bioder.
- Nie znęcaj się nade mną - odpowiedziałam mu, kiedy włosy wypadające z rozwalonego kucyka łaskotały mnie po wewnętrznej stronie ud, sprawiając, że nie mogłam uleżeć spokojnie. Jared siedział na moich kolanach.
- Wedle uznania. -€Składając jeszcze ostatni pocałunek na moim wzgórku łonowym, powrócił z powrotem na brzuch. Sięgając po olejek tym razem zabrał się za  moje ramiona i szyję. Masując mi barki, zbliżył swoją uradowaną twarz do mojej, tak, że dzieliły nas jedynie niewielkie centymetry. Znów górował nade mną.
- Jakieś życzenia?
- Pocałuj mnie.
Mężczyzna w następnej chwili wykonał prośbę, wsuwając język w moje rozchylone wargi i pozwalając dołączyć mojemu językowi do swojego. Pocałunek był powolny, ale bardzo zachłanny. Przynajmniej z mojej strony. Miałam ochotę całować go po jego ciele i kochać się z nim, a tym czasem leżałam związana. Przysysając się do jego dolnej wargi nie chciałam go puścić, ale Jared uśmiechnął się i nie wytrzymałam. Musiałam odwzajemnić uśmiech, tym samym pozwalając mu się oddalić.
- Kochaj się ze mną.
Odezwałam się kiedy dłonie Jareda jeździły po mojej szyi, co chwila się na niej zacieśniając, a ich właściciel bezczelnie oblizywał wargi. To kurwa nie fair. W tej chwili to związanie mi się nie podobało. Jared uniósł do góry jedną brew jakby nie wiedział o co chodzi. Damn, niech stracę, pomyślałam zagryzając język.
- Prooooszę kochaj się ze mną?
Zaśmiał się, ale zupełnie szczerze, bez jakiejkolwiek złośliwości.
- Błagam cię do cholery, no!
Zirytowana jego obojętnością, szarpnęłam się, ale od razu tego pożałowałam, bo tylko zabolały mnie naprężone ręce. Przesuwając dłonie ma moje uszy i delikatnie je masując, odezwał się w końcu:
- Jesteś zbyt niecierpliwa. Z przyjemnością to zrobię, gdy mnie tak prosisz, ale nie w tej chwili bo to pokrzyżuje mi plany…
Jak na wielce obrażonego jakim był przez ostatni czas, humor zaskakująco mu dziś dopisywał. Sięgając znów po olejek tym razem zaczął masować moje wyciągnięte w górę dłonie. Tym samym pochylił się nade mną tak, że jego klatka znajdowała się przed moimi oczami, a jego męskość… na moim brzuchu. W czasie gdy pieścił moje pachy, przesuwając palce, coraz wyżej, aż do związanych nadgarstków, ja wyciągnęłam głowę jak tylko mogłam do przodu, i po chwili udało mi się złapać w zęby jego sutka. Przygryzając go trochę mocniej, czekałam aż jęknie.
- Auć - drań zaśmiał się, lekko się wzdrygając. Puściłam go.
- Szlag z Tobą.
Zjeżdżając swoim ciałem niżej, ponownie się wyprostował i zmierzył mnie rozbawionym spojrzeniem. Przez ten cholerny dotyk cała podświadomie drżała, byłam wilgotna i gotowa, a drań przeciągał to dalej.
- Ugryzłaś mnie w obojczyk - stwierdził, powstrzymując szerszy uśmiech, a ja  spojrzałam w miejsce, o którym mówił. Rzeczywiście, na bladym ramieniu, tuż nad wytatuowanym napisem PROVEHITO IN ALTUM widniała czerwona plama, kształtem pasująca do ugryzienia. Boże. Parsknęłam głośno śmiechem.
- Czas na mały rewanż.
Przechylając głowę na bok, wtulił ją w moją szyję. Mimowolnie przeraziłam się, że on naprawdę mnie ugryzie, ale kiedy poczułam jego język na swojej szyi, odetchnęłam. W tej samej chwili Jared zaczął ssać miejsce, które przed chwilą polizał.
- Woo! -€jęknęłam kiedy wokalista robił mi malinkę. Po paru sekundach przyjemnej udręki, z zadowoleniem ze mnie zszedł.
- Koniec? - odezwałam się z nadzieją w głosie, licząc, że teraz będziemy mogli znów uprawiać seks.
- Teraz dół skarbie.
Puszczając mi oczko, ponownie złapał za olejek. Tym razem usadowił się między moimi nogami, delikatnie je rozsuwając. Przesuwając dłonie od kostek, w górę, zaczął coś nucić. Zbyt cicho bym zrozumiała. Masując kolana, zaczął przesuwać się po wewnętrznej stronie ud, coraz wyżej mojej kobiecości. Wyczuwając drżenie mojego ciała pod swoim dotykiem, po raz kolejny obdarzył mnie uśmiechem zadowolenia.
- Moja księżniczka… - wymruczał zaciskając dłonie na moim kroczu i powoli przesuwając je do środka, nawilżając skórę olejkiem. Pieszcząc palcami wargi sromowe po chwili się pochylił i złożył na nich soczysty pocałunek. Jęknęłam ponownie się prężąc. Dopiero teraz zdołałam wyłapać, co nucił…
Mary was a different girl, had a thing for… astronauts. Mary was a type of girl, she always liked to play… a lot. Mary was a holy girl, father wet her… appetite. Mary was a type of girl, she always liked to fall apart… Tell me did you see her face? Tell me did you smell her taste?*****
Znałam ten utwór, ale teraz Jay mnie zaskoczył lecz nim zdążyłam pomyśleć, mężczyzna przerwał nucenie oraz pieszczotę i wracając do mnie, usiadł z boku, znów się bezczelnie uśmiechając i oblizując wargi.
- Teraz się odwróć. Zrobimy to inaczej.
Czy on mówił o seksie analnym? W myślach się przeraziłam, bowiem nie miałam dobrych skojarzeń z nim. Sama nigdy nie uprawiałam takiego, bo po prostu nie wydawał mi się komfortowy, ale Oriane zdążyła mi go obrzydzić, opowiadając o tym jak mężczyźni potrafią być brutalni i jak ona przekonała się o tym na sobie, uprawiając go, zupełnie nieświadoma co ją czeka, z o wiele starszym gościem. Przez dwa dni po tym akcie, nie mogła się normalnie załatwić, tak bolał ją tyłek, nie mówiąc już o obtarciach. Stąd ten olejek, zaświeciła się lampka w mojej głowie. Nie wiem jaką zrobiłam minę, ale Jared spoważniał.
- Nie uprawiałaś nigdy seksu analnego?- jego pytanie nie skrywało nic poza stwierdzeniem faktu. Nagle popatrzył na mnie jak na zbitego psa, z pewnego rodzaju czułością.
- Nie. -€“ Tylko tyle wycedziłam z siebie, bo nie za bardzo wiedziałam jak się wytłumaczyć. Zauważając jak przez oczy Jareda przebiega nutka rozczarowania, szybko dodałam, nie wiele myśląc. Nie chciała go rozczarować:
 -€Ale to nie oznacza, że nie chcę, to znaczy… nie wiem sama, ale ty tego chcesz…
- A ty? Ufasz mi?  - wtrącił nagle się ożywiając.
- Tak… w końcu mi obiecałeś, że nie spieprzysz tego - zażartowałam, uśmiechając się.  Jared z trudem opanował uśmiech, siląc się na poważny ton:
- Dawaj ten tyłek, chcę go obejrzeć.
Uśmiechając się jeszcze do niego, grzecznie się obróciłam na brzuch, od razu przyklejając się do satynowej pościeli. Byłam okropnie tłusta od tego olejku i miałam ochotę uciec pod prysznic by go z siebie zmyć, ale moje plany znów pokrzyżował Leto, siadając bez ceregieli na moim drobnym tyłku. Och, zaraz się zacznie. W myślach zrobiłam face palm, ale za głupotę się płaci.

- Najpierw się zabawimy.

***


Usłyszałam głos i odwracając głowę na bok po raz kolejny poddałam się dotykowi Leto, który wylewając olejek na moje plecy, zaczął go rozcierać. Och, to było bardzo przyjemne. Długie, zręczne palce gitarzysty delikatnie przebiegały po moich kręgach, a następnie zatrzymując się na łopatkach, docisnęły mnie do materaca. W tej samej chwili poczułam jak klatka mężczyzny otula moje plecy, a usta wędrują ponownie na szyję, całując miejsce, gdzie wcześniej zrobił malinkę.
- Jest ci dobrze? - wymruczał, wsuwając dłonie pod moje ciało i odnajdując piersi.
- Yhmm.
- Może coś więcej? - odnajdując sutki, ścisnął je, a ja pisnęłam.
- Yhmm, bardzo dobrze.
- Zaraz się to zmieni.
- Wyostrzył ci się żart - zadrwiłam i oboje się zaśmialiśmy, chociaż w duchu obleciał mnie strach. Oczywiście, że żartuje, nie ma innej opcji. Zsuwając się po moich plecach poczułam jak zatrzymuje się za moich udach i siada na nich. Przykładając dłonie z olejkiem, zaczął masować mój tyłek, co chwila mocniej go ściskając.
- Podoba mi się moje dzieło - stwierdził i w następnym momencie złożył pocałunek w miejscu, gdzie piekł mnie lekko pośladek. Były tam bowiem ślady jego paznokci.
- Ale mogę je ulepszyć…- mrucząc seksownie, przejechał językiem po skórze, a ja się domyśliłam o czym mówił. Chwilę potem jego seksowne usteczka zaczęły ssać kawałek mojego lewego, dla odwrotności, pośladka. Pieszczota połączona z jego dłońmi, przesuwającymi się po moich placach wywołała u mnie cichy jęk.
Kiedy po krótkim czasie oderwał się ode mnie i znów usłyszałam jak chwyta olejek. Następnie rozcierając sobie go na dłoniach, zamarł. Tak mi się wydawało. Był poza polem mojego widzenia. Czułam go wciąż na sobie, ale nie dotykał mnie. Zaczęłam się niecierpliwić, odwracając na boki głowę by spróbować coś zobaczyć.
- Spokojnie, związałem cię więc teraz muszę się sam zwilżyć, ale już ..
Dobiegł mnie głos Jareda i w ułamku sekundy zatopiłam głowę w poduszce, powstrzymując rosnący uśmiech. Mężczyźni masturbujący się stanowili dla mnie zawsze mało przyjemy widok. Cieszyłam się, że nie muszę oglądać jak Jay smaruje olejkiem swojego członka, stawiając go w stan gotowości. Jednak z drugiej strony… och jak ja chciałam to zobaczyć! Leżąc zniecierpliwiona i zdezorientowana, odbijało mi, gdy nagle poczułam jak palce Jareda wsuwają się pomiędzy moje pośladki i wchodzą do środka. Niespodziewanie się spięłam.
- Nie, nie… odpręż się - odezwał się wokalista. Zbierając się w sobie i lekceważąc dziwne uczucie, poddałam się jego woli i palcom, powoli się kręcącym.
 Pomieszczenie wypełniała właśnie kolejna piosenka z jakże obszernej dyskografii Led Zeppelin, zaczynająca się zdecydowanym śpiewem Planta.
 W tej samej chwili poczułam jak Jared powoli, ale stanowczo się we mnie wślizguje, opierając prawą dłoń na mojej tali, a jego oddech przyśpiesza. W końcu wypełniając mnie do końca, na moment się zatrzymał. Gorączka na powrót ogarnęła moje ciało, a mężczyzna razem z zaczynającą się solówką Page’a wszedł we mnie ponownie, tym razem pewniej i mocniej. Powtarzając to i poruszając się we mnie coraz pewniej. Och, tak, głos ledwie wydobywał się z mojego gardła.
- Cooo…. to za pio…senka?
- Dazed aa..and Confused^ - wycedził Jared, zaciskając swoje dłonie na mojej tali, zapewne z siłą jaką ja wbijałam w niego swoje paznokcie.
Moje ciało wyginało się w słodkim poddaniu, smagane mocnym uściskiem bruneta. Skrępowane dłonie  wiszące mi nad głową, teraz cholernie naciągnięte, bolały, ale nie koncentrowałam się na tym. Coraz szybsze ruchy Jared, szepczącego moje imię, wbijające mnie w materac łóżka, sprawiały, że przeżywałam ekstazę. Zimny pot oblewający z zewnątrz moje ciało, wcale nie dawał ulgi, ale jeszcze bardziej palił wszystkie zmysły. Zsynchronizowaliśmy się w tym miłosnym tańcu. Moje biodra wychodziły mu na spotkanie z jego, wypinając się w górę, tym samym potęgując uczucie wypełnienia. Z każdym mocniejszym ruchem Jareda, czułam, że jesteśmy bliżej szczytu. W końcu z gardła Jareda wydobył się ochrypnięty ryk:
- Oh tak!
Dosięgliśmy miłosnego apogeum, ciesząc się wspólnym orgazmem. Jared dysząc ciężko wyciągnięty na mnie, z głową opartą na moich łopatkach, a ja z trudem próbująca odkleić od twarzy poduszkę. W tej samej chwili czułam jak jego dłonie wślizgują się pod moje ciało, oplatając je uściskiem.
- Jay…
- Byłaś wspaniała - szeptał  wtulając nos w moją szyję. Jego ciało szczelnie mnie dociskało, zapewniając ciepło, ale było mi za gorąco. Zaczynałam się dusić, moje ręce wisząc nad głową zaczynały odmawiać mi posłuszeństwa, a moje ciało po niesamowitym orgazmie rozpadło się w nicość, będąc kompletnie wiotkim. Byłam  obolała… nie, zmęczona. Opadłam .
- Jared, kochanie…  rozwiąż  mnie, proszę… - szeptałam, ledwie wyduszając z siebie słowa.
Jared podniósł się z moich pleców i wyszedł ze mnie. Nie wzdrygnęłam się, choć nie lubię tego uczucia, bo nie mam zwyczajnie siły. Co ty ze mną zrobiłeś. Następnie czułam jak chłodne palce Jareda, odplątały ze mnie skórzany pasek i nim wokalista zapragnął złapać moje ręce, one bezwiednie opadły na poduszkę razem z moją głową.
Oddychałam lecz nie mając siły się poruszyć. Wtedy chłodne palce przewróciły mnie na plecy i tam napotykałam płonące z miłości znajome, błękitne tęczówki i ich właściciela uśmiechającego się do mnie ciepło. Odwzajemniłam uśmiech, a Jared ułożył się obok, podpierając się na łokciu i wplątując dłoń w moje włosy, odgarnął mi je z czoła.
- Już w porządku?
- Tak, było mi… tak duszno po prostu -€odpowiedziałam, przymykając oczy i nie mając siły ruszyć choćby palcem.
Jared w tym czasie ujął moją prawą dłoń i uniósł ją do góry, po czym złożył na każdej kostce pocałunek. Otworzyłam z ciekawości oczy, przewracając je na niego.
- Wywiązałem się z obietnicy? -pyta, nie odrywając się od czynności -€“ Było ci dobrze?
Czy było mi dobrze?! Ha, jeszcze się pyta.
- Inaczej… ale podobało mi się. Tak.
- Wykąpiemy się, to ci pomoże - odkładając moją dłoń z powrotem na łóżko, wstał i oddalił się do łazienki.
- Ale.. ja nie mam siły…- zajęczałam, ale jego już nie było. Obracając głowę, obserwowałam jego pośladki. Obserwowałam jak krząta się po łazience. Słuchałam szumu wody. Przymknęłam oczy, odpoczywałam.
Nagle poczułam dotyk na klatce, otworzyłam oczy i dostrzegłam te roztargane brązowe włosy.
- Umyję cię. Owiń swe ręce wokół mojej szyi, mocno, z miłością^^ - odzywał się do mnie i następnie pochylił, a ja z trudem unosząc dłonie i zrobiłam co mi nakazał.
- Przerażasz mnie, jesteś blada. Na pewno czujesz się dobrze?
Pokiwałam głową. Wziął mnie na ręce i nagle odkryłam, że to jest to miejsce, gdzie chcę być przez resztę życia. Jego silne ramiona. Wtuliłam głowę w jego klatkę, a on nachylił się nad wanną i powoli mnie do niej opuścił.
Uśmiechnęłam się, bo woda była przyjemna, skłaniająca się bardziej ku chłodnej. Ostatnia rzecz jakiej mi było potrzeba to gorąca kąpiel. Przesunęłam się w wannie robiąc dla Jareda miejsce, ale on usiadł za mną, tak, że znalazłam się między jego nogami. Powoli oparłam się o jego klatkę i przymknęłam oczy.
- Umyję cię.
- Yhmm.
Usłyszałam jak wyciska na gąbkę żel, a następnie poczułam ją na sobie. Krążyła po moim ciele mając zdolnego nawigatora i zmywała cały ten, tłusty olejek. Nagle do moich nozdrzy dostał się zapach żelu. Jared umył  mnie swoim Hugo Bossem, nucąc coś pod nosem, nie był to jednak Buddha. Nie kojarzyłam  tej piosenki. Wyłapałam nikłe słowa : A thousand time I tempted fate.
- Co to za numer?
- Eeee nic... nowa piosenka -  gubił się w słowach, a ja odwróciłam głowę w jego stronę.
- Z nowej płyty? A jak się nazywa?
- Up In The Air. - Mówił to takim tonem, że zrozumiałam, że nie chce tego ciągnąć. Obawiał się, że będę chciała ją usłyszeć, tylko dlaczego?
- Odwróć się, umyję ci włosy. - Całując mnie w nos, zwilżył gąbkę i namoczył mi włosy, a ja się posłusznie odwróciłam, odchylając do niego głowę. Zanurzając palce w moich włosach, masował mi głowę, aż było mi niebiańsko. Nagle poczułam jak położył mi pianę na nosie i mimowolnie się uśmiechnęłam zamykając oczy.
 Kiedy skończył, poczułam  się zdecydowanie lepiej. Odżyłam. Moje ciało nie odczuło  żadnego ucisku i to mu się podobało. Odwróciłam się w wannie do Jareda, a on wręczył mi gąbkę.
- Umyjesz mnie?
- Z przyjemnością.
- Ale usiądź tu. - Wskazał mi swoje uda, nikle się uśmiechając. -€“ Lubię mieć cię blisko. -“Wskoczyłam mu na kolana, a Jay łapiąc mnie za pośladki bezczelnie przysunął mnie bliżej siebie, tak, że dotknęłam jego brzucha i poczułam  go pod sobą. - Teraz jest świetnie.
Wylewając odrobinę Hugo Bossa na gąbkę, poszłam  za przykładem Jareda i zaczęłam od jego klatki. Przyglądał mi się bacznie, chwilami robiąc dziwne miny, czym mnie nieustannie rozśmieszał. Przesuwając się do góry, przez barki, gładziłam i całowałam ugryzienie jakie mu zostawiłam, wchodząc nareszcie na plecy. Opierając głowę o bark mężczyzny, przylegam do niego całym ciałem i dopiero teraz zaczęłam myć mu plecy.
Nagle mój wzrok zatrzymał się na niewielkim, elektrycznym zegarku, stojącym na półce. Czwarta zero pięć, o holy shit! I w ułamku sekundy wpadłam w śmiech.  Co na mnie tak zadziałało? Być może ta pora, a może za dużo seksu? Nie wiem, ale czułam się wspaniale!
Jared odsunął  mnie od siebie i przyglądał mi się ze zdezorientowaniem. Ochlapałam go wodą, a on się wzdrygnął i zmrużył oczy jak diva, czym rozbawił mnie jeszcze bardziej. Chyba dostałam napad głupawki.
- Masz za dużo energii? -“złapał mnie za ręce, znów pozbawiając możliwości ruchu i uśmiechnął się przebiegle. - Wiem jak możemy ją spożytkować.
Uniosłam teatralnie brew,  a Jared gwałtownie przyciągnął mnie do siebie i po chwili jego usta pocałowały mnie - nie pozwalając się śmiać. Uwolnił mi ręce, które odruchowo wylądowały na jego karku i wplątały się we włosy, tak samo jak jego na moich pośladkach, ściskając je. Znów docisnął mnie do siebie i tym razem odczułam jak jego męskość twardnieje, wbijając mi się w krok. Całując go z satysfakcją, że tak na niego działam, przeżyłam najpiękniejszą noc w życiu.
- Ty jesteś górą, przejmij kontrolę -“ szeptał słodko, wręcz błagalnie ale wiedziałam, że robi to specjalnie, tylko na chwile wymykając się moim ustom.
 Odsunęłam się od niego, lekko się uśmiechając. Musiałam wypuścić jego usta. Ujmując w dłoń jego  nabrzmiały członek, delikatnie go pogłaskałam, po czym nakierowałam go na siebie. Jared uniósł mnie lekko do góry, perwersyjnie się uśmiechając i powoli opuścił na biodra wypełniając mnie ponownie.
Cichutko pojękiwałam, bo było mi błogo. Za błogo. Kiedy na powrót poczułam pod sobą uda Jareda, wróciłam na ziemię i przejęłam inicjatywę. Z Jaredem rzadko się to zdarza. To on jest dominatorem w tym związku, więc skorzystałam. Mężczyzna oparł się o wannę, lekko się osuwając i przyglądając mi się całkowicie zrelaksowany.
W wannie tego jeszcze  nie robiliśmy, pod prysznicem tak. Wyciągając do mnie swoje dłonie, zaskoczył mnie. Uśmiechnęłam się. Podałam mu swoje, które szybko wplątałam między jego seksowne palce, tak przeze mnie ukochane. Złączona z nim w ten sposób zaczęłam powoli się poruszać, a Jay, co chwila pociągał mnie za dłonie, nie przestając się uśmiechać ani na moment. Czuję  się jak na huśtawce. Ale ubaw! Jared podkurcza lekko nogi, tym samym podnosi się wyżej i  ułatwia mi zadanie. 
Powoli  zaczyna ogarniać mnie fala ciepła. Pożądania. Przyśpieszam, odchylając głowę mocno do tyłu, bo wiedziałam, że Jay nie pozwoli mi się zbytnio oddalić. To takie dziwne i pozytywne uczucie! Pierwszy raz kochając się, trzymamy się za ręce i oblewa mnie fala ciepła, prawdziwa lawa pożądania. Wiem, że będziemy to robić częściej. Oddycham ciężko, łapiąc z trudem powietrze i słodko jęcząc imię Jareda. Wiem, że uwielbia, gdy robię to właśnie tak, wielbiąc go z czułością i wdzięcznością. Dla mnie to nie wiele, ale dla jego ego, wszystko.
Biodra Jareda zaczynają wychodzić mi na spotkanie, więc jeszcze trochę przyśpieszam  i ściskam mocniej jego palce. Jesteśmy blisko.   Ogarnia mnie gwałtowny dreszcz… i osiągamy  szczyt, Jared z rozdygotaniem nadużywa mojego  imienia , wtulając głowę w moją pierś. Rozluźniając się wypuszczam dłonie z jego palców i zaciskam je wokół jego głowy, zamykając go w swoich ramionach. Wdychając mój zapach, czuję jak oplata mnie w pasie i tkwimy w takim ciasnym uścisku. Uśmiecham się, co zdradza mój oddech. Jay od razu przyciska mnie jeszcze mocniej.
- Nie umyłam ci jeszcze włosów - przypomniało mi się, kiedy uspokajam  swój oddech.
- Zrób to teraz.
- Musisz mnie puścić, bo się nie ruszę.
- Nie. -€Zwrócił się do mnie tonem lekko obrażonego dziecka, nie luzując uścisku ani trochę.
- To nie.
Przytulając na powrót jego głowę, trwaliśmy tak w ciszy przez dłuższą chwilę. Było mi ciasno, ale teraz to mi jak najbardziej odpowiadało. Przymykając oczy, niespodziewanie poczułam jak Jared w końcu mnie puszcza. O nie.
- Umyj mi tę głowę.
Przewracając teatralnie oczami, schylił do przodu głowę. Wyłowiłam gąbkę i zwilżając ciemne włosy mężczyzny, nałożyłam na nie trochę szamponu.
Kiedy skończyłam mycie włosów Jareda, co swoją drogą sprawiło mi niesamowicie dużo radości, bo uwielbiałam się nimi bawić, wokalista pociągnął mnie za sobą do góry.
- Koniec tego dobrego, mała.
Wychodząc z wanny, założył na siebie biały, pluszowy szlafrok. Chwila… mój szlafrok! Przyglądając mu się z rozbawieniem i zdziwieniem, zauważyłam, że ślady na plecach już trochę znikły. Podchodząc do mnie, rozłożył przede mną swój, granatowy szlafrok. Uniosłam tym razem dwie brwi do góry.
- Na tobie prezentuje się zdecydowanie lepiej… no już zakładaj.
Odwracając się do niego plecami, wsunęłam dłonie w cieplutkie pluszowe rękawy.
- Po tej chłodnej kąpieli, tego było mi trzeba.
Wychodząc z wanny, wytarłam nogi i zakładając kapcie, przytuliłam się do Jay’a od tyłu. Stał przed lustrem i ręcznikiem suszył włosy.
- Lubię jak są właśnie tej długości.
Przyglądając mi się z lekko przymrużonymi oczami, starał się ocenić czy mówię prawdę. Wiedziałam, że znów się wygłupia.
- Kiedyś ci taka mina zostanie -€wtrąciłam złośliwie, bowiem nie ważne jak wielkiego kretyna mógł z siebie robić, zawsze wyglądał zbyt seksownie. Odwracając się nagle do mnie, złapał kaptur mojego szlafroku i naciągnął mi go z premedytacją na głowę, po czym zaczął wycierać mi moje mokre włosy.
- Nie sądzę.
- Bezczelny gnojek - wycedziłam spod kaptura próbując zachować powagę i oddać irytację.
- Uparta baba.
- Zazdrośnik!
- Kłamczucha.
- Iii…Ignorant.
- Anarchistka.
- Słucham?! Perwersyjny drań…
- Którego kochasz.
- Nie schlebiaj sobie… a poza tym jedno nie wyklucza drugiego. -“ Ściągając mi w końcu kaptur z głowy i bezceremonialnie przyciągając do siebie, pocałował w czoło.
- Masz rację.
- Jak zawszę i jestem głodna.
- Chodźmy więc coś zjeść, ale... jeszcze jedno. Ręką. - Zwrócił się do mnie i pokazał bym podała mu dłoń. Zastanawiając się, co kombinuje, zrobiłam, co chciał. Ujął ją i cofając się do tyłu, sięgnął po coś z półki przy lustrze. Kiedy do mnie wrócił zauważyłam, co obraca w dłoni. Mój prezent świąteczny. Po kilku sekundach złota bransoletka była zawieszona na moim nadgarstku, a brunet triumfalnie się wypiął.
- Lubię, gdy ją nosisz.
- Tak mi się właśnie wydawało – posyłam mu uśmiech.
Biorąc mnie pod ramię, zeszliśmy na dół. Przez te wszystkie doświadczenia, kompletnie odechciało mi się spać, ale za to byłam głodna. Zapalając światło w kuchni, Jared otworzył lodówkę, a ja usiadłam na blacie.
- Wybieraj, jestem do twojej dyspozycji.
- To dobrze, bo zjadłabym truskawki z bitą śmietaną, ale podane na tobie.
Zaśmiałam się, a Jared szybko się odwrócił, mierząc mnie spojrzeniem, które mogło zdradzać ciekawość jak również zaskoczenie. To przez tę porę. Czwarta trzydzieści.
- Obawiam się, że jestem tylko ja.
- Hm -“ westchnęłam rozkładając bezradnie ręce i w duchu zagryzając język by się nie zaśmiać - To chcę jajko sadzone.
Powstrzymując się by nie spojrzeć na Leto, zaczęłam oglądać swoje paznokcie. Słysząc jednak jak z udawanym smutkiem wzdycha, lekko się uśmiechnęłam.
- Widziałem! Musisz się jeszcze sporo nauczyć, Veronico.
 Odwracając się do kuchenki, pokazał mi dłoń w górze i wyjął patelnie.
- Tylko mocno ścięte poproszę, kucharzu bo inaczej zjesz sam -€“ zeskakując z blatu, klepnęłam go w tyłek i zanim zdążył się odwrócić pobiegłam do salonu, mało się przy tym nie potykając o pluszowe kapcie, które miałam na nogach. I znów się śmiałam.

***




~*~

Yello!

Bosh! Najdłuższy jak do tej pory i najbardziej perwersyjny rozdział, uff, za sobą. ( ponad 21stron - szok! szczerze, planowałam pociągnąć to jeszcze, ale zrobię to  w następnym) Wszystko zrodziło się niespodziewanie w głowie, jako po części odpowiedź na trylogię 50 Shades of Grey ( jak czytaliście to wicie gdzie zastosowałam nawiązania - wiązanie, gierki słowne, po części styl pisania i akcja w wannie) a po części jako wynik czytania pewnych, podsyłanych mi one shotów :P. Jared pokazał swoje skrywane pod przykryciem Hurricane, oblicze (ps. pokaże je jeszcze mocniej z czasem) :D Tak więc drodzy czytelnicy jestem OGROMNIE ciekawa jak spodobał wam się ten, jakże inny rozdział. Liczę na choćby krótki komentarz, co do mojej pracy włożonej w napisanie tego chapteru. Chcecie więcej takich akcji czy raczej skłóconych bohaterów? Miało się trochę wyjaśnić, ale to w następnym. Bo widzicie co mi wyszło :<
P.S. Zapamiętajcie - Jak Jared coś chce, to Jared to zawsze dostaje (wcześniej czy później) xd przywilej Leto.
P.P.S. Martwi mnie tak nikła liczba komentarzy. A może powinna zostawić to opowiadanie? Tak czy nie? ;)
P.P.P.S. Oglądając serial "Dynastia Tudorów"i  serie w której pojawia się Annabelle, grając jedną z żon Henryka (jak uważa wielu, najładniejszą i w sumie to racja), byłam pod jej urokiem.Serio! Nie tyle aktorskim, co jej wdziękiem. Grała tam tak, dobrą, kochaną i wrażliwą kobietę ( nie mówiąc już, że w 4 odcinku na 8 umiera przy porodzie), że pomyślałam, że chyba nawet jestem w stanie ją polubić. I teraz będzie ciężko zrobić  mi z niej zołzę, ale to wszystko jest w procesie tworzenia o czym się przekonacie (btw nie oglądajcie tych 4 odcinków, bo możecie podzielić mój los). 

Provehito in altum!


* "Zabłądźmy dzisiejszej nocy" - 30 Seconds to Mars, Stronger (cover)
** "Tak, jesteś jak ogień, pochłaniany przez to, co wyjdzie na jaw…. Płonący jak w gorączce, drżę do szpiku kości. Mogę tego tylko posmakować, posmakować… Jeśli to nie na zawsze, jeśli to tylko na noc, oh to wciąż najlepsze… najlepsze… najlepsze… Tak, jesteś jak ogień" – Kings of Leon, Sex on Fire.
*** Nawiązanie do piosenki Kanye Westa, której cover wykonuje 30 Seconds to Mars.
**** "Wieczorem kiedy dzień się kończy poszukuję kobiety, ale ona nie przychodzi więc nie pozwól jej zrobić z Ciebie głupka... (...) Oh potrzebuję twojej miłości, potrzebuję twojej miłości… tylko ją mieć…" - Led Zeppelin, In The Evening
***** "Mary była inną dziewczyną, żywiła uczucia do astronautów. Mary była typem dziewczyny, która zawsze lubiła się zabawić. Mary była świętą dziewczyną, ojciec podsycał jej żądze. Mary była typem dziewczyny, która zawsze lubiła się załamywać… Powiedz czy widziałeś jej twarz? Powiedz czy czułeś jej smak?" - 30 Seconds to Mars, Buddha for Mary
^ Oszołomiony i zdezorientowany.
^^ Nawiązanie do tekstu piosenki 30 Seconds to Mars, Up In The Air ( I’ll wrap my hands around your neck so tight with love, love, love…)

17 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wyrażenie zdanie! :)
      XO

      Usuń
  2. Zostaw to opowiadanie to przyjadę i zabiję na miejscu !!!!!!!! Jest genialnie ;] I ŁOŁ na prawdę długi haha, ale zajebisty ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, perspektywa twoich odwiedziń i znęcania się nade mną jest kusząca. Bardzo.
      XO

      Usuń
  3. Twój blog został oceniony na
    o-pieprz.blogspot.com
    Zostawiłam komentarz już kilka godzin temu, ale chyba nie zapisał się ;-)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Ekhem... CO TAK KRÓTKO? xD
    Cóż... Mówisz, że kto Ci podsyła one shoty? Ja chcę poczytać! :D A co do komentarzy, to nie martw się, Polacy to Naród leniwców - podoba im się opowiadanie (wybacz, Twoje ff nie może się nie podobać!) ale sa zbyt leniwi na komentowanie, bo to wymaga (nikłego) wysiłku :P Oczywiście nie wszyscy, bo niektórzy serio doceniają pracę i naskrobią kilka słow, ale większość... No cóż... :P Sama się tego dowiedziałam uruchamiając u siebie "ankietę". Ot tak z ciekawości. I nagle 30 osób oddało głosy! A ile widzę komentarzy? 3/4. Ale nie kończ tego opowiadania, bo obiecuję, że ukatrupię!

    Co do rozdziału... Jak już mówiłam: CO TAK KRÓTKO? xD No ale! Jest genialnie! I powiem Ci szczerze, że czytałam 50shades i jakoś tak... wolę Twój styl pisania niż oryginał :) I pomijając zajebisty seks V+J, to nie byłabym sobą gdybym nie wspomniała o (choć bardzo krótko się pojawiającym, ALE JEDNAK!) Shannonie! :D Shanny w samych dresikach ;> Tak. To wystarczy, żebym szczerzyła się jak głupia do kompa xD (Tak, wiem, mam problemy xD hahaha) Moja mała sugestia: znajdź naszemu biedaczkowi Shaniakowi jakąś porządną dziewczynę! :D (nie żebym dążyła do tego, że jak już będzie miał laskę, to możesz napisać coś w stylu tego rozdziału o nim... ekhem... WCALE NIE MAM TEGO NA MYŚLI.) xD
    A tak poza tym, to co mam więcej pisać... Napiszę, że już czekam na ostrzejsze akcje w wykonaniu J'a ;> I w ogóle na rozwinięcie się całego opowiadania no, po prostu na ciąg dalszy! xD

    Ach, i przepraszam za brak odzewu pod poprzednim rozdziałem, ale jakoś tak nie umiałam sie zebrać żeby go w końcu napisać (mówiłąm, Polacy - Naród Leniwców xD), ale wiedz, że też mi się cholernie podobał! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Polacy to i naród leniwców, ale wiem gdzie szukać ciebie :P Boję się, co będzie dalej ale za punk honoru wzięłąm sobie skończenie tej histori więc...hm. Shannon to zbyt wspaniały gościu by mógł być sam, ale szykuję coś dla niego (zobaczę czy wyjdzie tak jak chcę).
      XO

      Usuń
  5. Tamten rozdział skomentowałam to stwierdziłam, że i przy tym nie będę gorsza ;) Genialny rozdział! Może ja jestem jakaś dziwna, ale dla mnie taki władczy Jared jest naprawdę hot :D Nie wiem na ile scena seksu jest inspirowana Grayem, bo jeszcze nie miałam okazji przeczytać, ale i tak jest zajebista. WOW, WOW, WOW;)
    A mogę troszkę się poczepiać? Strasznie dużo literówek. Rozumiem, że przy takiej długości są one nieuniknione, ale jednak. Moja rada, jak już napiszesz rozdział to odłóż go na parę godzin, potem przeczytaj jeszcze raz, a znajdziesz błędy, których wcześniej nie widziałaś ;), albo po prostu daj komuś do przeczytania.
    I jeszcze jedno, trochę plączesz się w czasach, raz piszesz w przeszłym, a za chwile w teraźniejszym. Nie jest tego dużo, pojedyncze momenty, ale jakoś tym razem rzuciły mi się w oczy. Broń boże nie piszę tego żeby Cię zezłościć, czy coś, po prostu uważam, że nigdy nie jest za późno, żeby coś poprawić. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Greyem*, sama robię głupie literówki, a czepiam się innych, ehhh.

      Usuń
    2. w końcu coś, tak zdaję sobie sprawę z tego i staram się czytać ale nie raz się już złapałam, że czytam jeden raz, drugi a jeszcze nie widzę błędu ale dzięki za zwrócenie uwagi. naprawdę, chcę i przyłożę się do tego. podjęłam ostatnio wysiłek i szukam bety, którą może wam nie długo przedstawię;) co do czasu, to chyba wiem o czym mówisz :( ale ciężko to ogarnąć. przynajmniej mi.

      Usuń
  6. Ojej, robi się nieciekawie :( Nie chcę, żeby Jared kłócił się z Shannonem a tym bardziej z Veronicą! Kurczę, chciałabym, żeby chłopcy w końcu się dogadali, bo zaczynają mnie powoli denerwować. Humorki, humorkami, ale kiedyś w końcu muszą to skończyć!

    Genialnie opisałaś uczucia Jareda! Kurdę, jeszcze bardziej go uwielbiam przez to Twoje opowiadanie! Widać, że facet ma swój świat i po prostu gubi się w tym rzeczywistym. Zależy mu, ale mówi zawsze to, co ślina mu na język przyniesie :D Taki nadgorliwiec z niego :)

    Kurczę, Jared skojarzył mi się z Greyem i to strasznie! Szczególnie podczas tej rozmowy z Shannonem kiedy zacznaczył bratu, że Veronica należy do niego :D Tym bardziej dalsza część rozdziału. Stanowczość i "agresywność" Jareda to istny Christian Grey! :D

    Nie wyobrażam sobie, aby Jared kiedykolwiek mógłby się rozstać z Veronicą! Oni pasują do siebie jak ulał! Oboje są tak samo szaleni i oboje potrzebują siebie z równą siłą! Są wspaniali, po prostu! Świetna kreacja!

    Jestem zachwycona tym rozdziałem! :) Zresztą to żadna nowość, bo Twoje opowiadanie spodobało mi się, odkąd pojawiłam się tu po raz pierwszy i przeczytałam pierwszy fragment! :)

    Wspaniale się to czyta i proszę o więcej!
    Pozdrawiam cieplutko!
    [dirty-and-clean]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie chę by bracia się kłócili, poza tym złość obu już minęła, mniej więcej i teraz będziej już z górki, bo Shannon miał do Jareda pretensję o Lane. Dodatkowo, Jared wyjawił tu coś, co zaskoczyło Shannona i da mu to do myślenia, a w końcu zrozumie zawiłości w relacji Shannon-Veronica-Jared.
      Sama się złapałam, że to prawie Jared-Grey, a on taki nie jest (tzn. jest ale tylko w sytuacjach miłosnych, Jared to barzdo duży dominator w głębi duszy). Nie chcę tworzyć postaci Jared-Grey dla ścisłości, jednak będą momenty kiedy Jared zalaczy o swoje nie znosząc sprzeciwu.
      Dziękuję za wyrażenie zdania.
      Też pozdrawiam.
      XO

      Usuń
  7. Rozdział przeczytałam dawno przepraszam, że dopiero teraz komentuję, nie bij :)
    Jared wparował do Shannona jak burza, powiedział co mu leży na sercu, a potem siła pożądania zaprowadziła go znowu do brata po swoją dziewczynę. Uśmiałam się jak czytałam to jak Jay ubierał Niko i to jej kompletne zdezorientowanie <3
    Od momentu, gdy ta dwójka weszła do domu robiło się ciekawie. Czytałam i seks jak seks ok, ale dalej robiło się podejrzanie. Olejek do ciała, skórzany pasek... Kompletnie nie wiedziałam co on może planować i szczerze mówiąc byłam zaskoczona obrotem spraw.
    Takich kąpieli w wannie to tylko pozazdrościć i nie miałabym nic przeciwko im :)
    Czytając to wcale nie odczułam, że jest najdłuższy ze wszystkich.
    Nie miałam okazji czytać 50 Shades of Grey, ale jak tam, tak się bawią to musi być interesująca powieść.
    Rozdział mi się podoba, nawet bardzo, więc nie waż się zostawiać tego opowiadania. Chyba tyle, niczego nie pominęłam mam nadzieję.
    Pozdrawiam i życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha :D Scena z ubieraniem Niko wpadła tak przypadkiem, a potem pomyślałam, że będzie dobra ( wiem jak reaguje człowiek wyrwany nagle ze snu, miałam kiedyś taką sytuację, że nagle musiałam się ubrać i brat mnie obudził, przez moment wgl nie ogarniałm czego ode mnie chcę, a ubieranie się to jakiś koszmar był) no i podkreśli, to że Jared bardzo mimo wszystko sie o nią troszczy.
      Cieszy mnie, że spodobał się wam zamysł tego rozdziału :) Co do Grey'a - to tam bawią się wyłącznie tak, można rzecz ( i w sumie jakby nie patrzeć to staraszne romansidło, które jak przystało kończy się ślubem szarej myszki z uosobieniem seksu).
      Jest coś na co nikt nie zwrócił jeszcze uwagi, ale bedzie się pojawiać więc pewnie po następnym, skojarzycie.
      XO

      Usuń
  8. Hello! Mam nadzieję, że o mnie nie zapomniałaś ? :)
    Tutaj ( Gameloft ) :D .. Wiem, wiem , nie odzywałam się , nie komentowałam ale to wszystko przez brak czasu , często po nocach wchodziłam na twój blog ale jedyne co mi się udawało, to sprawdzenie jak dużo mnie omija i ile już zdążyło się wydarzyć w twojej historii. :(
    Jednak poczułam leciutki zapach zwycięstwa , jeśli można to tak nazwać, gdy udało mi się znaleźć czas i przeczytać poprzednie wpisy aż do teraźniejszego.
    Jej, nie wiem co napisać początkowe rozdziały wydawały się być, czymś fenomenalnym, ale teraz wiem, że się myliłam. Te rozdziały były nie do opisania, świetne, genialne, a ten 39! BOŻE, to nie jest lukier, o nie, to ogromna wisienka! Tak długo czekałam na coś podobnego i nieprawdopodobne jest to, ze to spełniłaś, nawet nie wiedząc jakie są moje oczekiwania!
    Nawet nie wiesz jak bardzo jestem zadowolona i wręcz dymna z tego rozdziału!
    Najwidoczniej stanowczy Jared to, to czego twój rozdział potrzebował ;)
    Z niecierpliwością będę czekać na kolejny rozdział i mam nadzieje , że mnie nie zawiedziesz choć - "poprzeczka jest już bardzo wysoko ustawiona".
    Teraz nie może być opcji aby znów mnie zabrakło, myślę, że będę w stanie zorganizować czas tak aby poświęcić go twojemu opowiadaniu!
    Pozdrawiam ! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja? Skadże... Rozmyślałam gdzie się podziewasz od dłuższego czasu, ale z doświadczenia wiem,że niektórym osobniką trzeba dać więcej czasu ;) Więc wytrwale wierzyłam że się odezwiesz. I proszę!
      Och, zawstydzasz mnie po raz kolejny. Serio. Twoje komentarze zawsze wywołują u mnie uśmiech i skrawiają, że jak mi się nie chcę - mobilizuję się, albo chociaż się staram :D I teraz mnie zdołowałaś. Poprzeczka jest wysoko. Właśnie tego się bałam. Że znajdę się w miejscu gdzie nie bedę mogła przebić siebie samej. I choć pląta mi się gdzieś myśl: nie zrobisz tego, to wcale nie chcę tak myśleć. Najgorsze jest to, że obawiał się, że zabraknie mi pomysłu na dalsze losy. Ale zobaczymy...
      Trafiłam w twój gust? Och jak miło :D A swoją drogą lubie wiśenki xd To ja powinnam powiedzieć, że jestem dumna, że ktoś tak czuje... i to jest chyba ten moment kiedy nie wiem co jeszcze mogę dodać.
      Odzywaj się, fajnie jest czasem z kimś pogadać, a od kiedy zaniedbuje mnie Weak ( tak, mówię o tobie kochana), brakuje mi takich blogowych pogawędek.
      Zaczynam też małe porządki na blogu, więc mam nadzieję, ze dalej będzie już tylko lepiej.
      Ściskam mooocno!
      XO

      Usuń

Followers

Sztuczna inteligencja:













Treść: Mary. Nagłówek: Alibi, 30 STM. Belka: Wait, 30STM. Adres: parafraza tekstu The Pixies. Obsługiwane przez usługę Blogger.